Myślicie, że nauczyciele wiedzą już wszystko i po lekcjach po prostu przełączają się w tryb uśpienia? No to grubo się mylicie. W zeszły piątek (12 czerwca) w naszej szkole odbył się poważny tuning… ciał pedagogicznych. Nasi profesorowie od ryczących silników i zapachu benzyny na jeden dzień porzucili tradycyjne tłoki i wsiedli do pociągu relacji “Przyszłość”.
Do szkoły wjechał konkretny zawodnik – Trener z radomskiej firmy BETiS, który przywiózł ze sobą dawkę wiedzy o tak wysokim napięciu, że korki mogłyby wystrzelić. Cel misji? Prześwietlenie wszystkiego, co ma w nazwie “hybryda”, “elektryk” albo “eko” i nie brzmi jak nudny wykład o segregacji śmieci.
Od e-CVT po wodór – co było grane?
Nauczyciele dostali potężną pigułę wiedzy o napędach, które powoli przejmują nasze ulice. Rozłożono na czynniki pierwsze:
- Japońską klasykę, czyli napęd e-CVT (tak, ten z Toyoty, co to potrafi jeździć na kropelce paliwa).
- Patenty od grupy Hyundai (koreańska myśl techniczna bez tajemnic).
- Egzotykę z Dalekiego Wschodu, czyli chińskie napędy ze skrzynią DHT-2 (warto wiedzieć, zanim te auta zaleją nasze warsztaty!).
- Czysty prąd, czyli klasyczne bateryjniaki (BEV).
- Kosmos w czystej postaci – napędy z ogniwami wodorowymi.
Żeby nie było, że “belfrzy” tylko siedzieli w ławkach i kiwali głowami (udając, że nie myślą o weekendzie), szybko przeszli do konkretów. W części praktycznej wjechały mierniki, kable i pełne skupienie. Nauczyciele osobiście “macali” prąd, robiąc pomiary elektryczne wiązek i samych silników elektrycznych. Podobno obyło się bez spektakularnych fryzur na Einsteina i nikt nie pomylił plusa z minusem!
Po co to wszystko? Opcje są dwie: albo nauczyciele budują w tajemnicy szkolnego Cybertrucka, albo – co bardziej prawdopodobne – chcą, żebyście na lekcjach dostawali wiedzę prosto z rynku, a nie z podręczników pamiętających czasy Fiata 126p.
Informację wytworzył: Piotr Piotrowski
Informację autoryzował: Tomasz Stępniak
Aktualizacja: 15.06.2026 Patrycja Pietrzykowska


